Kiedy chandra Skacze do gardła Beznadzieja wyje jak pies Kiedy nudy Mierzysz na pudy I ogólnie do kitu jest Live is brutal napis na ścianie A ziewanie tłumi wołanie O perspektywę jutra Dola podła i smutna Poleć w dur a
Śpiew leczy wszystko



Kiedy chandra Skacze do gardła Beznadzieja wyje jak pies Kiedy nudy Mierzysz na pudy I ogólnie do kitu jest Live is brutal napis na ścianie A ziewanie tłumi wołanie O perspektywę jutra Dola podła i smutna Poleć w dur a

Gdy jestem sama Bo wyszła mama Wychodzą z kątka Dziwne zwierzątka Mają trzy łapki Futerko w gwiazdki Paszczami kłapią Za nóżkę łapią ref. A ja sama, sama, sama Kiedy wreszcie wróci mama Nie dam zjeść się na obiadek Jakoś sobie

Patrzysz na skrawek nieba Zazdrościsz białym obłokom Lecieć swobodnie w górze Chciałbyś jak babie lato Nie nosisz hiszpańskich butów Na szyi nie masz łańcucha Wystarczy tylko się nie bać Wystarczy użyć klucza Nie bójcie się Odrzućcie strach Zamknięte drzwi Otworzyć
Tak piosenka się zaczyna Mam na imię Karolina Piękne, chyba każdy przyzna Czy kobieta, czy mężczyzna Zgrabna jestem tez nad podziw Muszę więc karierę zrobić Ale jeszcze sama nie wiem Na ekranie czy na scenie Lecz na razie lans Wdzięku
Czy powstałaś z morskiej piany, czy z plakatu Christian Dior Ty z nogami aż do nieba, ściga cię facetów wzrok Idziesz taka doskonała, jak Boticellego miss Która z muszli się wyłania , w podkoszulku de Paris Moja mała muszelka, przywieziona
Gdy się budzi nowy dzień Śpiewa ptak i szczeka pies Auta trąbią, skrzypią drzwi A na dachu smacznie śpi Kot – nocny marek Zgubił zegarek Noc w dzień zamienił Harcował w sieni Pewnie z piwnicy Przeganiał myszy I o tym