Gdy wyrzynały się powoli na złość światu Akcentowałem dookoła swoje ja Matce, sąsiadom, psu, gołębiom co na dachu Niech podziwiają akcesoria godne lwa Kiedyś zębowa wróżka skradła je nad ranem Płacąc za każdy nędzne złote dwa Wyrosły nowe silne białe
Sztuka pływania
On był poeta, głowę nosił wśród gwiazd Lubił też nadużywać i gdzie upadł tam spał Ale za to gdy mówił, każdy zmieniał się w słuch Jak z brylantów jubiler kolie składał ze słów Ona milczeć umiała, rzecz to rzadka u
Biłgorajskie Spotkania 2009

Myślibórz – SMAK 2005

Annopol – Chlapa 2004r

Dumka o czajce
Bazuna 2003r


