Pojawiają się znienacka Przemkną szybko- już ich nie ma Noszą długi wąs sumiasty Jak prezydent i laureat Nocne, szare eminencje Nadrealni dygnitarze Po pokojach się rozłażą Demokracji pieczeniarze Karaluchy, karaluchy Napychają sobie brzuchy Gdzie coś darmo, gdzie częstują Konsumują, konsumują
Przypisane artukuły:
Dzieci Kapitana Cooka
Dawno temu w Anglii żył O podróżach wielkich śnił Chciał opłynąć cały świat Choć miał jedenaście lat James Cook chłopiec ten się zwał I na statek z domu zwiał Został majtkiem lecz się starał Zdobyć patent kapitana Zanim został kapitanem
Czekam
Nie piszesz do mnie listów Czekam, bo Tak pragnę twoich słów Nie dzwonisz do mnie wierszem Czekam, by Usłyszeć ciebie znów Nie myślisz pewnie o mnie Czekam, bo Nadziei blady kwiat W ogrodzie serca rośnie Czekam, bo Pragnę byś ty
Brudnoludy
W małych wioskach, miastach dużych Od Hiszpanii do Panamy Żyją sobie Brudnoludy Sprytnie skryte między nami Jak rozpoznać Brudnoluda Gdy się schowa między dziećmi Nie ma wstydu ten łobuziak Wszędzie brudzi, wszędzie śmieci Brudnoludy, Brudnoludy Czy to gruby, czy to
Bossanowa na użytek domowy
W barwę jesienną dom nasz obrasta Nawet mysz polna wraca do miasta Piec się wygrzewa gruby samolub Zły czas musimy przeczekać w domu Snuje się nuta Niby pokuta Za letnie chucie Ostry gwóźdź w bucie Za jęk zmysłowy Areszt domowy
Bieda
Rozgościła się jak dama Niepisana w moich planach Nie myślałem, że przyjedzie Bóg wie skąd Nie wiem z Azji, czy z Afryki Z Południowej Ameryki Ta zaraza nagle spadła na mój dom Bieda, szara bieda Twarz mi blednie niby kreda

