Na cztery spusty świat zamykam Gorycz się rozpuściła w szkle Do ściany jak do spowiednika Na przemian żalę się i klnę Ironia wala się po stole Skróciłam dystans, można bić Mnie, rozmemłaną superwomen Co pragnie czasem być call girl Jakoś
Po zmroku


Kategoria z nazwiskami osób współautorów

Na cztery spusty świat zamykam Gorycz się rozpuściła w szkle Do ściany jak do spowiednika Na przemian żalę się i klnę Ironia wala się po stole Skróciłam dystans, można bić Mnie, rozmemłaną superwomen Co pragnie czasem być call girl Jakoś

Umiem tańczyć i gotować Jestem młoda, jestem zdrowa Jak przystoi też dziewczęciu Wszystko mam na swoim miejscu Ma uroda, rzecz to ludzka Nie jest jednak hollywoodzka Wzrostu metr pięćdziesiąt jeden Moje wszystkie szanse grzebie Jestem taka jaka jestem A to
Do wojny już jestem gotowy żołnierz rezerwowy onuce już umiem zawijać i wroga bagnetem przebijać buława w plecaku uwiera lecz serce duma rozpiera bo w nagrodę mnie wezmą na wojnę ach! jakież dowództwo hojne! Refren: no to: raz, dwa, trzy,
Nadciąga noc, jak stary koc Od gwiazd dziurawa Pod kocem zmrok, marcowy kot Zapalił lampkę pożądania Pomimo gróźb, dotykiem ust Pragniesz ożywić moje ciało Zmysłowy szept, słodkich słów lep To wszystko mało Jakim jeździsz samochodem Czy obsesyjnie lubisz pęd Czy

Zaśnij już Żar ogniska się prawie dopalił Zaśnij już Wiatr się zdrzemną kołysząc na fali Zaśnij już Łódź na kei kołysze się sennie Zaśnij już Wtul się w piersi dziewczyny tak miękkie Zaśnij już Niech Ci się przyśni rejs na
Księżyc lunatycznym blaskiem maże twarze Gdzieś babiego lata snują się pasaże Las ostrym konturem kły poezji szczerzy Rymy bezszelestne zwinne nietoperze Tylko wycie wilka wielka metafora Rani uszy ciszy niepokojem woła Bo to jesień liście niesie Wczesne wiersze zrywa wiatr