
Jak dziś pamiętam, kończył się wrzesień
Marna pogoda, okropny czas
W barze się z nudów pająk obwiesił
Szkło matowiało, traciło blask
Wieczór kroplami dzwonił do okien
Wiatr zamiast forsy, podrzucił liść
Dzień się kolejny przemykał bokiem
A w piersiach grało i chciało wyć
ref.
W małym miasteczku nie ma pociągów
Gdzieś za horyzont pks zbiegł
W małym miasteczku w przyszłym miesiącu
Nic ciekawego nie zdarzy się
W małym miasteczku czas się zatrzymał
Tu odpoczywa by dalej gnać
W małym miasteczku zabójczy klimat
Noż sam w kieszeni prostuje kark
W kącie przy barze nad kuflem piwa
Usiadła chandra nudna i zła
Pensję ze smutkiem wczoraj przepiła
Sumienie dręczy moralny kac
Dosiadł się do niej jakiś artysta
Poeta, muzyk przegrany gość
Nad piwem z chandrą posiedział chwilę
I na serwetce napisał coś
